 |
Zemsta
autor: Panthera.
samowolnie postanowiłam ocalić przed zapomnieniem, jako, że przy
okazji powstało równiez opowiadanie inspirowane czyli: Zemsta
II Ungrima, a wiadomo rzeczy powiązanych się nie usuwa
:-).
|
| |
Uderzył
ja. To był ostatni raz gdy to zrobił. Pierwszy i ostatni. Siedziała
przed lustrem i przyglądała się swojej twarzy. Z nosa spokojnie
kapała krew padając na glany. Czerń kontrastowała z czerwienią
i bladością twarzy. Opuchnięty policzek i rozmazany makijaż. Co
ja tu robię - myśli pędzące z szaleńcza szybkością, przelewają
się wraz ze łzami. Papieros. Butelka piwa w druga rękę i pozwolić
bólowi rozlać się po ciele wraz z alkoholem. Nadchodził pozorny
spokój, uśpienie wszelkich koszmarów.
Pukanie do drzwi. Powraca świadomość. Wstaje i powoli idzie otworzyć
drzwi. Światło padające z zewnątrz rani jej oczy wbijając się
szpilkami w czaszkę. Kac. Weszła spoglądając na nią z mieszaniną
współczucia i odrazy. Az. Ubrana w czarne obcisłe jeansy i czerwona
koszulkę na ramiączkach. Jej rudawe kręcone włosy wiły się wokół
ramion. Podeszła do Kit.
Usadziła ja na krześle. Zniknęła na chwilkę w kuchni. Przyniosła
wodę i szmatkę. Odgarnęła niepokorne, posklejane i zaczęła obmywać
jej twarz. Wiedziała co się stało. Do tego nie potrzebowały słów.
Jej twarz zdobił grymas zacięcia i nienawiści. Jaka ona wtedy
była piękna. Delikatnie jej palce zmywały krew. Gładziły sińce.
Kit przymknęła oczy i pozwoliła porwać się szalejącemu bólowi
i przyjemności dotyku innej osoby. Siedziała tak długo. Az siadła
koło niej. Szeptały. Kit mówiła, długo mówiła. Jej monolog odbijał
się od ścian. Gdy skończyła Az tylko położyła jej plac na ustach
i szepnęła coś do ucha. Po czym lekko, ulotnie ucałowała jej usta
- niewinnie.
Stały w ciemnej uliczce. Kit w skórzanych spodniach i czarnej
podkoszulce z łańcuchem na szyi. Paliła. Próbowała ukryć swą twarz
pod strąkami szarawych włosów. Az oparta o ścianę pozwalając pieścić
swe ciało nikłemu światłu latarni. Uśmiechała się paskudnie popijając
wino, drogie wino na jego koszt. Szedł. Nieduża postać ze sterczącymi
krótkimi włosami. Jego chód obijał się w pustej uliczce. Na twarzy
widniało zmęczenie i obojętność.
Kit weszła w snop światła stając mu na drodze. Stanął przyglądając
się jej przez chwilkę. Jej wargi rozszerzyły się w lubieżnym uśmiechu
pokazując białe równe zęby.
- Witaj... Sam.
- Zejdź mi z oczu.
- Nie ma sprawy - śmiech ... smutny - tylko mi za cos zapłacisz.
Odepchnął ją na bok. Zdarzyła tylko dać mu w pysk. Orając jego
twarz pazurami. Złapał się za policzek, który właśnie pokrywał
się purpurą zemsty. Uderzył mocno. Odrzuciła ją do tyłu w kupę
starych pudeł. Az skoczyła mu z tyłu na plecy wyjąc ze wściekłości.
Wbiła swoje szpony w jego gardło i uczepiła się nogami. Kit wstała
śmiejąc się szaleńczo, krew z wargi i nosa mieszały się. Miała
słodki metaliczny smak. Wyjęła kastet. Sam nie zauważył co uderzyło
go w brzuch. Po prostu nagle nogi się pod nim ugięły. Zarył twarzą
w beton. Az stoczyła się na ziemie z ciężkim westchnieniem uśmiechając
się zaczepnie do Kit. Ta zaś wymierzyła mu kilka kopniaków. Patrząc
jak bezradnie tarza się w błocie i krwi. Bełkotał coś niezrozumiale.
Az podczołgała się do niego i złapała za kark odchylając głowę
go tyłu. Kopniecie w krocze. Syk. Ogarnia go szarość i purpura.
Rzeczywistość zaczyna odpływać. Stały nad nim przez chwile dusząc.
Kit stanęła mu na ręce swym czarnym jak noc butem. Przekręciła
nogę. Chrupot łamanych kości. Dziewczyny się roześmiały. Głośno
. Długo. Az zaczepianie się popatrzyła na Kit wysuwając lekko
język. Poczym zbliżyła się do niej. Nieśmiało, nie narzucając
się. Odgarnęła jej włosy i poczęła gładzić jej usta. Zlizując
krew. Metaliczny smak. Euforia. Krew pulsuje w żyłach. Usta spotykają
się. Najpierw powoli z pewna doza rezerwy i niepewności. Poczym
namiętniej. Pomruk bólu sprowadza je do rzeczywistości. Rzucają
ostanie spojrzenie śmieciowi na ziemi. Poczym łapiąc się za ręce
oddalają w ciemna noc. Tam niedaleko gdzieś jest park. A trawa
o tej porze roku jest przyjemnie chłodna i miękka. Przyjemnie
drażni naga skórę. Księżyc w pełni oświeca drogę.
|