Transport
Motorways and tramlines
Starting and then stopping
Taking off and landing
The emptiest of feelings
Radiohead
/ Let Down
Codziennie
Jestem człowiekiem
od kasownika. Managerem pierwszego wrażenia. Tak mnie nauczyli
na kursie. Znaczy to nie był kurs dla mnie, to był kurs dla
firmy, gdzie pracował mój brat, choć teraz już nie pamiętam
dokładnie. Wszystko się zatraca. Życie przy uchwycie w tramwaju.
Ważne żeby się nie przewrócić.
Złudzenia. Gonitwa
myśli przed snem albo w trakcie pracy, jak się gdzieś zapatrzę.
Patrzę między głowami, między twarzami ludzi, na wyświetlacz
od imienin. Codziennie wiem czyje są imieniny i wtedy się
zastanawiam nad tymi starymi sztywnymi w błyszczących samochodach,
które teraz stoją obok chodnika w bezładzie. Zaczynali dzień
od przeglądania się w swoich lakierkach, w czubkach swoich
butów. Pewnie też w karoseriach samochodów, w których teraz
siedzą martwi. Nieruchomi, jak na naradzie, jak w sytuacjach,
gdzie trzeba zachować kamienną twarz. Tak siedzą w limuzynach,
w ciemnych odcieniach - jak garnitury, za to na połysk - jak
łysiny. Oni są łysi i mają cygara. Znieruchomieli. Znieruchomieli
całkowicie, stwardnieli - to od negocjacji. Ktoś przy kasowniku
mówił, że oni tak muszą jak negocjują. Poker face. Szczękościsk.
Zimny spokój. I po to cygara i po to fajki, żeby się zaciągać,
żeby zdobyć czas na odpowiedź i wypuścić ją z dymem, żeby
oddzielić reakcję od tego co ją spowodowało, od słów innych
kamiennych twarzy. No teraz już są cali kamienni. Jak tu będę
przejeżdżał następnym razem już ich nie będzie. O czwartej
rano ściąga ich lawetą policja. Raz widziałem jak - to było
na linii nocnej - z lawety zaczepili linę o tylny zderzak.
Laweciarz miał wełnianą czapkę i parę z ust. Włączył urządzenie
i oparł się o gałkę, żeby zapalić. Kiedy auto było podnoszone,
przechylało się do przodu, powoli, facet ani drgnął. Aż wreszcie
sztywno, jak manekin, uderzył wyglansowaną glacą w szybę.
Głucho. Dup!
Jestem od niesprawnego
kasownika. Zawsze jest jakiś niesprawny kasownik. Stoję i
zanim ktoś do niego włoży bilet, uśmiecham się i mówię, "ten
kasownik, proszę Pani/Pana jest niesprawny. Proszę kasować
w tamtym kasowniku. Tutaj proszę nie wkładać. Nie kasować".
Pierwsze wrażenie. Ktoś się kiedyś śmiał, że zależy co i gdzie
się wrazi, ale nie było to przy okazji kasownika. Tak mnie
(w każdym razie) podsumował, kiedy przyszedłem do domu i przestępowałem
z nogi na nogę bo znowu oni wszyscy wymieniali mi dywan. Mówię,
że to niby nic, ale każdy od czegoś zaczyna i dobry początek
to nie jest mówić, że jestem kasownikowym jakimś. Tylko muszę
zawsze tak sobie mówić, znaczy tak siebie widzieć, że jestem
od pierwszego wrażenia. On mi na to wtedy, czy słyszałem,
że można zajść w ciążę z wrażenia, że to taki kawał, że zależy
co i gdzie się wrazi. I dobrze, że się przewrócił jak chciał
się mocniej zaśmiać, z poruszaniem ciała, z opadaniem na fotel.
Bo właśnie fotel był wymieniany na krzesło z plastiku. Nie
lubię tu siedzieć.
Codziennie
W domu nie można
się wyspać. Nocna zmiana jak zacznie pościel zmieniać... trzy
razy raz mi zmieniali bo się coś pokopało w systemie zamówień.
Mówię, żeby zostawili, a oni, że nie, bo zamówiłem. Chcę być
modny. Moda zmienia się tak szybko, że nie można nadążyć.
Nie ma czasu na chodzenie po sklepach i czytanie o zmianie
mody. Za to wszystko jest nietrwałe, bo jest obliczone na
zmianę mody. Ja mało zarabiam. Muszę być modny, kupować jednorazowe
rzeczy, bo one dają mi poczucie, że jestem kimś wyjątkowym.
Bo teraz takie są modne. Najlepiej wynająć firmę (zżera to
trochę budżetu), co zajmuje się ciągle i nieprzerwanie dostosowaniem
mojego mieszkania i mnie do kanonów mody. Nie stać mnie na
rzeczy, które wolniej przestają być na czasie. A ja nie chcę
całe życie być sam przy kasowniku, więc muszę.
Ci faceci, co
są martwi w samochodach. Tylu ich jest... Co policja robi
z tymi samochodami to nie wiem. One są drogie, tamtym już
niepotrzebne. Kiedyś słyszałem, że jest recycling. Dają nowym
managerom, co jeżdżą na narady w koncernach produkujących
wyposażenie domu. Negocjują kontrakty. Mają skórzane kanapy,
skrzypiące fotele, obrotowe drzwi, automatyczne golarki, albo
lepiej brzytwy. Wszystko to niezmienne. Jest cały czas. Firma
kupiła. Drogie - jak tramwaj, w którym jestem managerem pierwszego
wrażenia. On się nie zmienia. Jedyna zmiana to naprawa kasownika,
ale wtedy psuje się z reguły, gdzieś daleko na sieci, inny
kasownik i jadę wtedy z panem Romanem od rozwożenia nas na
stanowiska. Goniliśmy kiedyś samochodem tramwaj, przystanek
za przystankiem. To jakiś dwusuw był i nie mógł zdążyć. Przez
radio ktoś cały czas na nas klął, żeby się pospieszyć i złapać
ten cholerny tramwaj. Było ślisko bo była mżawka i rzuciło
nas w poprzek drogi i gość ledwo wyhamował dokładnie naprzeciw
ciemnej limuzyny z martwym negocjatorem. Musiał umrzeć niedawno
bo jeszcze cygaro dopalało mu się zaciśniętych zębach. Patrzyłem
na niego. Pierwsze chwile śmierci. Szczęki tak się zacisnęły,
że cygaro odpadło w końcu od ust. Potem patrzyłem na tego
mojego kierowcę, znaczy tego Romana co mnie rozwoził i on
był sparaliżowany jak mysz. Tak mi się przypomniało bo w szkole
miałem kiedyś film o wężach, co jedzą myszy. Cały zsiniał.
Wziąłem radio i krzyczałem do tego sitka, że on cały zsiniał,
bo mało nie mieliśmy czołowego z łysym, martwym facetem w
limuzynie. Od razu policja i pogotowie i straż pożarna. Ledwo
go odratowali. Miał jakiś zespół. Przez dwa lata nie mówił.
Potem zdradził żonę z rehabilitantką.
Codziennie
Nie będę całe
życie managerem pierwszego wrażenia (lub wrażania jak już
mówiłem, że ktoś tam mówił, ale już nie pamiętam - pewnie
przez te ciągłe zmiany). Czasem jak zaczynam pracę, ogarnia
mnie strach, że nagle zmieni się wszystko i wszystko czym
żyję weźmie w łeb. Totalna zmiana. Całkowite zaćmienie. Wszystko.
Raz a dobrze. Trzymam się wtedy rurki z całej siły, nawet
jak jest zima i mróz i rurka jest zimna. Wtedy przypomina
mi się, że jestem wynalazcą. Mam chyba dobre pomysły. Kiedyś
czytałem poradnik i w tym poradniku było, że trzeba szukać
swojej szansy w tym co się ma i wykorzystać sytuację, aby
ją zmienić. Nikt tyle co ja nie jeździ tramwajami. Stąd moje
wynalazki.
Mam mnóstwo notatek - ukrywam je w piwnicy. Tam nie zmieniają
wystroju. Inaczej może wszystkie kartki zmieniliby mi na czyste,
na nowe, na nie zapisane i według najnowszego wzoru. Ja obserwuję
ludzi. Obserwuję czego nie lubią i co ich denerwuje. Na razie
stwierdziłem, że denerwują ich małe dzieci i duże psy. Z drugiej
strony małe psy też potrafią nieźle wkurwić. Małe psy typu
sarenka, o nazwach żabcia, muszka i inne takie. Dzieci. Dzieci
się drą. Raz w tramwaju było ich dużo. Kilka par. Rodzice
chcieli uspokoić inne dzieci, tratowali i taranowali się nawzajem
wózkami w przejściu. Każdy bronił swego. Na przystanku weszła
jednym ekipa od zmieniania i zaczęli im zmieniać wózek na
nowszy. Tymczasem posadzili dziecko na mokrej podłodze. To
było w zimie. Brudna woda z solą. A co dalej się działo, nie
wiem, bo musiałem wysiadać i iść do innego tramwaju. Ale jak
te dzieci płaczą to ja czuję co się dzieje w innych. Może
to co we mnie? Wyobrażam sobie, że mam pistolet - nabity.
Wyobrażam sobie, że mam pistolet - pusty, z dymiącą lufą,
w zapachu prochu i ciszy, która zalegnie do momentu wybuchu
paniki albo ogłoszenia następnego przystanku. Jedno i drugie
nieuniknione. Potem mi głupio.
Stop
Tylu ludzi mnie
widzi nago w trakcie uprawiania miłości. Przykrywanie się
kołdrą nie pomaga bo oni akurat wtedy zmieniają ją na nową.
Poza tym pod kołdrą jest za gorąco kiedy jest lato. Poza tym
pod kołdrą jest za gorąco kiedy jest zima, bo wtedy w kaloryferach
grzeją za mocno. Oni chyba robią to specjalnie, choć podobno
nowoczesny styl życia polega na tym aby ignorować ludzi, którzy
zmieniają wystrój. Oni nic nie pamiętają, bo w trosce o dobro
klienta podpisali. Nie można od nich oczekiwać podziwu ani
współczucia, traktują cię jak proces zachodzący w domu. To
mi kiedyś mówił facet co sprząta w tramwajach. Widział ponoć
zapomniane przez kogoś notatki z ich szkolenia. Zjawisko przyrodnicze
albo mechaniczne, jak włączająca się pralka, pracująca maszyna
do szycia, albo wyłączający się czajnik elektryczny. Traktujmy
siebie profesjonalnie, to zabije wstyd. Ostatni raz kiedy
to robiłem, wierzyłem ostatni raz, że widzę Ją kiedy weszła
i mówiła, że nie ma zbyt wiele czasu. Musi złapać nocny pociąg
bo inaczej zostanie w zimnie na pustym peronie stacji, z wielką
torbą i to w momencie, kiedy wszyscy samolubnie pójdą do domu.
Wtedy właśnie weszli i zdjęli z niej całe ubranie, by wymienić
na bardziej modne. Na mnie jeszcze nie był czas, więc rozebrałem
się sam i z jej pomocą. Chyba się domyślili, że nie ma zamiaru
się ubierać, bo poszli na bok, niby zastanowić się co wyciągnąć
z pojemnika - nie obserwowałem. Miała inny smak niż ostatnio
kiedy chciała, żebym to samo, że tak będzie szybciej i wtedy
poczułem jak jej skóra na piersiach wysuwa mi się spod dłoni
i kiedy podniosłem głowę, zobaczyłem inną twarz patrzącą na
mnie z przestrachem. Zdemaskowaną. Obsługa doskoczyła i zaczęli
ją ciągnąć na prześcieradle, zostawiała pośrodku mokry ślad
i coś nienaturalnie mocno pulsowało jej w dużych paluchach
u małych stóp rozłożonych niesymetrycznie na boki. Ostatnią
myślą było to, że jej paznokcie w tych paluchach zaraz odpadną
i się rozbiją, jak okna w trakcie eksplozji domu. Potem ktoś
mi zakrył oczy dłonią dając z nagła poczucie wielkiego komfortu,
w który osunąłem się bez wyjścia, z rezygnacją, z której wypadłem,
jak z dziurawego worka, w pobudkę rano w innej kołdrze i w
piżamie w paski, jeszcze z metką. Coś mi mówiło, że nawet
jeśli był to sen, to już jej nigdy nie zobaczę. Najlepiej
zacząć dzień od mycia zębów.
Codziennie
Myślałem intensywniej
o psach. Myślenie intensywne o czymś - moje główne zajęcie
podczas wykonywania rutynowych obowiązków. Wynalazek analnego
ekektrostymulatora psów podpisałem anonimowo. Kiedyś w nocy
oglądałem nocny program. Popularnonaukowy. O unerwieniu. Moi
rodzice mieli kiedyś psa. Pies śmierdział. Psu śmierdzi z
pyska, sierść mu śmierdzi i jak pies puści bąka, śmierdzi
okropnie. Na szczęście, ten przynajmniej, z powodu niewyjaśnionych
problemów psychofizycznych, jak skłonna była to określać moja
matka, robił kupę obok dywanu. Dobra i zła wiadomość. Albo
weźmy psy z obciętymi ogonami i krótką sierścią. Takie psy,
którym ogon i sierść nie zasłaniają dupy. Miałem zawsze wrażenie,
że takie psy robią to specjalnie i że są dumne, że mogą pokazać
swoją dziurę w dupie całemu światu. Takie psy zawsze chętniej
w dupę kopane w wieku szkolnym. W wieku szkolnym byłem na
wycieczce do lasu, połączonej ze spaniem w schronisku i tam
właśnie koleżanka, którą potem być przestała, miała takiego
wielkiego, czarnego, rozpieszczonego skurwysyna. Ciągle chciał
wejść albo wyjść i jak wszedł to pakował się ubłocony i otrzepywał
ze smrodu, a potem chciał wyjść i znowu nasiąknąć błotem i
wytarzać się w gównie i ktoś musiał wychodzić ze śpiwora w
zimno i mu otwierać, bo ona nie potrafiła uspokoić tego bydlaka,
tylko go jeszcze tłumaczyła, że to niby my jesteśmy nie w
porządku, bo go nie rozumiemy, bo on jest taki biedny, bo
mieszka w blokach i pragnie się teraz wyhasać i chce i ma
prawo i należy mu się swoboda. W końcu ktoś chciał go spryskać
dezodorantem żeby przestał śmierdzieć i ten najpierw zawył,
a potem od razu ugryzł - tak lubił zapach gówna. Na drugi
dzień tak się jakoś nieszczęśliwie złożyło dla psa, że szukając
kolejnego gówna pod ławką, zaklinował się. I on miał właśnie
taką dupę dużego krótkowłosego psa z obciętym ogonem. Niewiele
myśląc skoczyliśmy po swoje dezodoranty i wpierdoliliśmy skurwielowi
całą ich sssssyczącą zawartość w te jego wypiętą dupę. Wył
strasznie, a jego wypięte dupsko pieniło się od ściekającego
po nogach lodowatego "Brutala". Jeszcze mu parę
razy z całej siły kopnęliśmy w dupę, aż wyleciał drugą stroną
spod ławki i przerażony uciekał szorując tą dupą po trawie,
aż mu mało jaj nie oderwało. Masz chuju, masz dziadu, rozpieszczony,
jebany pupilku niedojebanej pani. Już teraz wiesz, że nie
będziesz nam kurwa dyktował kiedy mamy z łóżek wstawać. Wrócił
po dwóch dniach z sierścią zdartą na dupie. Był jakiś taki
moralnie upadły i fizycznie wycieńczony. Miał się wyhasać,
no to się wyhasał. Tak.
Codziennie
Lubię słuchać
miłych kulturalnych ludzi, kiedy mogę obok nich stać w pracy.
W zasadzie to wtedy, kiedy oni mogą obok mnie stać, bo ja
muszę stać przy kasowniku. I czasem jak jest ich więcej niż
jeden, to rozmawiają ze sobą i ja się czuję jakby ze mną rozmawiali,
z tym, że nie muszę z nimi rozmawiać. I był taki jeden w garniturze,
z dziewczyną. Tłumaczył jej, że nie powinna się zadawać ze
swoim narzeczonym. Mówił tak: "Mężczyźni, którzy są przyjaciółmi
twojego narzeczonego, to nie jest odpowiednie towarzystwo
dla Ciebie. Czekałem z nimi na korytarzu w przychodni. Spędziłem
tam z nimi godzinę czasu. Nie wiedzieli kim jestem, więc rozmawiali
swobodnie. Ci ludzie pasjonują się głównie motoryzacją. Są
o niej w stanie mówić bez przerwy. Tak jak mówię teraz do
Ciebie, oni cały czas rozmawiają o motoryzacji. Ta ich rozmowa
jest bardzo emocjonalna. Bardzo przeżywają motoryzację. Podchodzą
do samochodów tak intymnie, tak zmysłowo, że ciągle wplatają
wulgaryzmy w zdania. Wtedy mnie oświeciło. Stwierdziłem, że
to wielka szkoda, że nie ma w języku wulgarnych określeń na
samochód. Tak jak na przykład oni mówili na penisa... no wiesz...
Mieli też wielką ochotę, czułem to w ich rozmowie na temat
motoryzacji, nazywać wulgarnie samochody i kierowanie nimi.
Czułem wyraźnie brak takich słów w języku i gdybym nagle im
je dał, albo gdyby je odkryli, od razu na pewno chętnie by
ich użyli do mówienia o motoryzacji, wreszcie we właściwy
sposób, który przyniósłby im ulgę, jak film pornograficzny."
Codziennie
Szanowny Panie,
informujemy, że nie jesteśmy zainteresowani wdrażaniem proponowanego
przez Pana wynalazku: hibernatora dziecięcego. Badania nad
hibernacją są wciąż w początkowym stadium i nie pozwalają
na stosowanie tego typu technik w powszechnym użyciu, zwłaszcza
na rynku konsumenckim. Nawet jeżeli technologia umożliwiałaby
zahibernowanie dziecka na czas podróży tramwajem i odhibernowanie
go w domu, zasada działania takiego produktu może być odebrana
na rynku jako nieetyczna i poważnie zaszkodzić naszej firmie,
która przez wiele lat pieczołowicie pracowała na swój wizerunek
przyjaznej matce i dziecku. Z podobnych względów nie interesuje
nas wariant hibernatora mszalnego, który zaproponował Pan
jako jedną z wersji urządzenia. Argumentację, jakoby hibernator
był etyczny i pożyteczny, gdyż poprzez hamowanie procesów
życiowych dziecka w sytuacjach takich jak podróż tramwajem
czy mimowolny udział w ceremoniach o charakterze religijnym,
przedłuża jego efektywne życie, musimy niestety uchylić, jako
niewystarczającą i nieuzasadnioną naukowo. Jeszcze raz dziękujemy,
że ponownie zwrócił się Pan ze swą propozycją do nas, lecz
niniejszym z przykrością ją odrzucamy. Proponujemy też, aby
nie przysyłał nam Pan już opisów swoich wynalazków. Budżet
R&D naszej firmy jest zaalokowany na najbliższe trzy lata
i nie przewidujemy wdrażania do produkcji urządzeń według
nadesłanych projektów. Pana dane tele-adresowe znajdują się
w naszej bazie. Jeżeli będziemy potrzebowali Pana twórczych
pomysłów z pewnością się z Panem skontaktujemy.
Codziennie
Nie poddaję
się. Trzeba walczyć. Ten kto nie walczy, kto rezygnuje z marzeń,
ten już się poddał bo już przegrał. Pokornie przyjął ochłap,
który dało mu życie. Ochłap dla nieambitnych, niekreatywnych,
nienastawionychnasukces. Wyznaczyć sobie w życiu cel i do
niego zmierzać. I realizować go, bo szczęście to mit. Pracowitość.
Pragmatyzm. Kalkulacja. Oczywiście bez szczęścia czasem jest
trudno, ale bez umiejętności, wiary w sukces, w powodzenie,
jest jeszcze trudniej. Jest niemożliwe. Jest przegrane. Jest
przechlapane. I co sobie powiem na starość, jak się skończę
i okaże się że jedyny mój sukces to kilka zdjęć oglądanych
w różnych mało oglądanych miejscach? Tablica pamiątkowa na
75-lecie przedsiębiorstwa tramwajowego. Ja - kasownikowy.
Małe zdjęcie i srebrny gwóźdź z nazwiskiem. Tablica ze sklejki
w formie otwartej księgi. Zostawiłem ślad swój na tej ziemi.
Napiszą "kasownikowy", bo mi wcześniej wytłumaczą,
że inaczej byłoby za dużo pisania, a przecież niezależnie
co o mnie napiszą, to ja przecież znam swoją wielką wartość
dla firmy, bo firma wydała pieniądze, zainwestowała w moją
wiedzę na temat mojej dla niej wartości. Zdjęcie numer dwa
- zdjęcie nagrobkowe. Jajko na porcelanie. Zdjęcie to samo
co w dowodzie - nie zdążą zrobić nowego. Nie będzie jak. Fotograf
za dopłatą rzuci w komputerze sepię na powierzchnię. Będzie
dostojniej. Jeżeli zginę tragicznie, zdjęcie w gazecie. Niewyraźne.
Gazeta dozwolona bez ograniczeń wiekowych. Gdyby robili wersje
dla dorosłych, jak kolorowe magazyny z paniami, albo przynajmniej,
w każdym takim magazynie, dali wkładkę ze zdjęciami, które
reporterzy zwykłych dzienników zrobili ale naczelni się nie
zgodzili bo były zbyt drastyczne. Ha! Ludzie chętnie obejrzą
trupa. Mają prawo do informacji. Ale zanim znajdę się na tych
zdjęciach, to gdzieś w samotności, patrząc na ściany, przegram
sam ze sobą, bo będę wiedział, że nawet nie spróbowałem, że
osunąłem się w łatwy scenariusz, że sobie darowałem marzenia
z dzieciństwa. A wierność dziecku w sobie, to gwarancja udanej,
usatysfakcjonowanej starości. W drogim domu starców, wśród
pielęgniarek, z milczącą zgodą na to, że mają się dawać dziadkom
dotykać i trzymać za kolano. Dobro firmy. Uśmiechnięte zęby
satyra w szklance. Dobro ogólne.
Codziennie
Po pracy lubię
się odprężyć. Po pracy odprężam się z kolegami. Oglądałem
program o ludziach sukcesu. Raz była rozmowa z szefem firmy
internetowej. Płynął na statku. Rejs dookoła świata. 26 lat.
Pokazywali jego nogę. Noga była opalona i spoczywała na wyszorowanych
(pewnie przez majtków) deskach pokładu wielkiego statku. On
mówił, że się trzeba oderwać. Że człowiek sukcesu musi się
odłączyć od swojej pracy, swojego sukcesu i wykorzystać swój
sukces i oderwać się by kompletnie nie myśleć o pracy i sukcesie.
To pomaga zachować zdrowie i równowagę i sukces i pracę. Jak
on się oderwie (tu jego opalona ręka odłożyła drinka w wielu
kolorach na pokład obok nogi) to potem wraca do pracy pełen
werwy, a potem znów się odrywa. Ja się odrywam w knajpie po
pracy, gdzie wszyscy mnie znają i mam poczucie przynależności.
Tanie poczucie przez kupowanie tego samego piwa. Mogę powiedzieć,
że chcę to co zwykle. Tu mnie zresztą słuchają bo mnie lubią.
Mówią, że ja się marnuję w przedsiębiorstwie, że jeszcze będą
o mnie czytać, że to, że mnie nie dostrzegają to ich wina
- nie moja. A ten kolo z promu, co mu tylko nogę było widać
(opowiadałem) to pewnie nie ma drugiej nogi, albo mu coś poparzyło
twarz, albo mu prasa hydrauliczna zmiażdżyła rękę jak na filmie
o BHP. A ja mam twarz i mam wszystko przed sobą. Jestem młody.
Mam wszystko przed sobą, bo jestem młody - tak mi mówią. Czasem
mam ochotę się zestarzeć, żeby sprawdzić co będą mówili potem.
Na przykład hibernator im się podobał - od razu, że ekstra
wynalazek. A barman powiedział, że on to dzieci nie ma, ale
w hibernatorze to by piwko w lecie woził, jak jedzie ze starą
za miasto linią podmiejską - bez klimy. Tu się nic nie zmienia.
Wszystko stoi na swoim miejscu. Bezpiecznie. Chodzę tu tak
często, że nawet nie zauważam, że ludzie się starzeją. Jak
wyjedziesz z miasta - mówił mi kiedyś taki pijany motorniczy
- jak pojedziesz robić karierę gdzie indziej i potem tu przyjedziesz,
w okolicy jakiegoś święta i zajrzysz do baru to zobaczysz,
że ludzie się postarzeli. I to będzie Twoja wina. A tak, razem,
codziennie - trzeba trzymać sztamę i się nie dać czasowi.
Dlatego codziennie tu się upijam po robocie - tak mówił. On
- strażnik czasu. A ja - menedżer pierwszego wrażenia. Zaczął
ulepszanie świata od siebie.
Tu jest dobrze. Wszyscy na mnie patrzą kiedy mówię. Wszyscy
mnie słuchają kiedy mówię. Wszyscy mi dobrze życzą, żebym
poszedł z tym do telewizji, zainteresował świat. Ktoś tam
kogoś zna, a oni podobno szukają indywidualności. Przez chwilę
lubię być pijany. Pijany w odpowiednim momencie.
Codziennie
Talk show "miejsca
intymne" porusza interesujące tematy. Ze sceny schodzi
transwestyta, facet, a ma łzy w oczach - to przez ubiór. Gdyby
miał garnitur, nie płakałby przed kamerami. Gdyby miał zbroję,
jeździłby na koniu w filmach, gdzie są wieże i kobiety. Wszystko
pomieszał. Pewnie trema, pewnie publiczność. Pytali o ból
dupy. Podobno mu się z duszą pomyliło. Pointa. [śmiech]. To
nie jest proste. Jeszcze go po zejściu ze sceny zaczęli przebierać.
Firma - jakiś sklep internetowy z bielizną. - A pan podobno
miał ciekawe doświadczenia. Zmienia pan kobiety jak rękawiczki
[śmiech]. Ostatni incydent miał miejsce w trakcie - ja wyjaśnię
państwu - spotkania w pana mieszkaniu [napis - tramwajarz,
któremu, w trakcie seksu oralnego podmieniono partnerkę -
wynalazca analnego stymulatora dla psów]. To chyba nie było
przyjemne doświadczenie? Niech wypowie się psycholog, niech
wypowie się były narkoman, niech wypowie się starsza pani,
niech wypowie się młoda, wierząca i praktykująca mężatka.
Brawo. Dobrze mówi psycholog, dobrze mówi były narkoman, dobrze
mówi starsza pani. Wszyscy jesteśmy rozsądni. Dobrze, że są
tacy mili ludzie. A wierząca mężatka niech się nie czepia.
A pan naprawdę chce psom instalować urządzenia w odbycie,
żeby potem razić je prądem, tak żeby wpływać na ich zachowanie,
nagradzać i karać? I wpadł pan na to na obozie harcerskim?
Na wycieczce w górach? Może na pielgrzymce? [śmiech] Podobno
źródłem inspiracji było zdarzenie, kiedy pan z kolegami uspokoił
niesfornego psa pana byłej koleżanki, przez włożenie mu w
odbyt dezodorantu? [buuuu]. To znaczy niedokładnie tak? Tak?
Czy jest tu ta pani? Właścicielka nieżyjącego już mieszańca
doga z wilczurem? Jest! Czy jest tu obrońca praw zwierząt?
Niech się wypowie, niech się wypowie, brawo... Brawo! Nasz
kolejny gość to pracownik zakładów futrzarskich. On tam zabija
białe lisy w sposób podobny do działania pańskiego wynalazku,
o czym porozmawiamy po przerwie, a panu już dziękujemy, proszę
pana.
Start
- Wiesz, tak
by to właśnie wyglądało. Ten twój udział w telewizyjnym programie.
Przechwyciliśmy list z propozycją. Wiesz, musimy wiedzieć,
co kto pisze do naszych pracowników. Jako pracownik znasz
tajemnice firmy. Nie żebyśmy do Ciebie nie mieli zaufania,
mamy pełne zaufanie, ale Ty nie wiesz co oni potrafią zrobić,
żeby zdobyć informacje. Widzisz codziennie tych łysoli w ich
limuzynach, w ich lśniących trumnach na kółkach. Można tak
samo zrobić korespondencyjnie. Pamiętasz co się stało z tym...
kierowcą? Z naszym drogim pracownikiem? I chodzi o to, że
ten list miał na celu ściągnięcie Cię do programu, zrobienie
z Ciebie idioty. Oni tam nie zapraszają ludzi, żeby im pomóc.
Uwierz mi. Koledzy? Koledzy ciągną cię w dół. Ty masz możliwości
i dlatego rozmawiamy. Masz rację. Musisz wierzyć we własne
siły, musisz wiedzieć, że je masz. A masz je na pewno. Z taką
wyobraźnią prędzej czy później dasz sobie radę w życiu. Mam
wrażenie, że tutaj jesteś i cierpisz, bo jesteś niedoceniany.
Ale takie jest właśnie to życie. Popatrz, pewnie wiele razy
sobie mówiłeś, że przynajmniej nie skończysz tak jak ci w
samochodach. Może Ci się wydawało, że świadomie odrzucasz
ścieżkę kariery, która jest w Twoim zasięgu. Myślałeś sobie,
że dumnie to odrzucasz, że nie zepsuła Cię cywilizacja, że
pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ani kariera, ani duży
samochód. Ale obaj wiemy, że nie zrobiłeś tego dlatego, że
tak naprawdę, ze strachu kurczowo trzymałeś się poręczy z
kasownikiem, bo to dawało Ci iluzję, że się przemieszczasz,
że idziesz bezpiecznie do przodu, że to są Twoje potrzeby
i że są zaspokojone. Czekasz na awans? Jak sądzisz, jak daleko
możesz zajść? Jakie doświadczenia możesz nam zaoferować po
kilku latach rozmawiania z ludźmi przy kasowniku? Nam żadne.
My to znamy na wylot. Ale poznałeś ludz, wiesz czego chcą
od życia. Wiesz jakie mają problemy. To jest twoja siła, ale
jej nie wykorzystasz w przedsiębiorstwie tramwajowym. Tutaj
już przegrałeś i mam nadzieję, że rozumiesz, że zwalniamy
Cię dla Twojego dobra, że otwieramy Ci oczy na życie, które
jest na zewnątrz, że zwalniając Cię, dajemy Ci nowy start.
Szansę, której sam nie potrafiłbyś sobie dać. Przykro mi z
powodu Twojej dziewczyny, mam nadzieję, że sprawa się wyjaśni,
ale nie dzwoń do mnie. Ja nie pomogę. Z kwalifikacjami które
masz nie znajdziesz tu pracy. Załatwiliśmy Ci outplacement.
Teraz dojeżdżamy do przystanku, na którym wysiądziesz. Jest
tam kilku przedstawicieli towarzystw ubezpieczeniowych, kredytów
na telefon oraz marketingu sieciowego. Są Tobą bardzo zainteresowani.
Mówią, że możesz wykorzystać doświadczenia w Twoich kontaktach
interpersonalnych by pozyskać klientów. Powiem szczerze -
tą szansę wykorzystaj, bo tutaj wszyscy Cię mają za popaprańca.
Śmieją się z Twoich wynalazków, uważają Cię za zboczeńca i
idiotę. Jesteś towarzysko spalony, a więc załatwimy to tak,
że niby sam się zwalniasz. Odrzucasz pracę bo nie spełnia
Twoich aspiracji, bo zaczynasz nową karierę. Podpisz, że tak
jest i tutaj, że odbyłem z Tobą rozmowę demotywacyjną.
Dziękuję. Powodzenia. Dzisiaj pierwszy dzień Twojego nowego
życia. Zazdroszczę Ci, naprawdę. Ja muszę tu zostać. Mam żonę,
dzieci, dom. Dzisiaj kupiliśmy sobie meble. Takie, co już
ich nie zmieniają, ponadczasowe. No ale wiesz, kredyt. Nie
dam rady podjąć wyzwania. A Ty... Ty to co innego.
Codziennie
Siedzę na ławce
na przystanku. Blaszany obrazek z tramwajem na rurce w paski.
Chmury przelatują nad nim szybko. Transport. Wstać. Nie zostawać
w miejscu. Skądś dokądś.
|