[mhkm] > księga > autorskie > MONTAGBOOK > TRANSPORT
> Hotel (Paryż)
  yahoo - forum dyskusyjne - menel
 
  Michał "Montag" Prochownik

Hotel (Paryż)

    
 

Trzeba się zbierać, właśnie opuszczamy hotel. Chyba przespałem cały mój pobyt. Pamiętam tylko szufladę w biurku, gdzie były jakieś stare prospekty, które chyba w tym biurku zalał deszcz bo były takie pofalowane. Data wydania była dość odległa i takie stare samochody obok plaży jakiegoś nadmorskiego miasteczka. Ten hotel był chyba w Paryżu. Chyba bo i tak z niego nie wychodziłem, więc właściwie to wszystko jedno. Wsiadam do autobusu z teczką. Kto to widział, robić tyle schodów i labiryntów w autobusie. Podobno wszyscy tu jadą gdzie indziej. Z okien niewiele widać, chyba się jednak nie wyspałem w hotelu. Jakieś okna i ulice. Znaki drogowe wyglądające i tak samo i trochę inaczej niż gdzie indziej. Aż wreszcie centrum miasta, w którym jest wielki budynek, cały szklany, ale szyby ma pozaklejane jakąś reklamą męskich butów. Tu wysiadamy bo to jest dworzec. Wielki dworzec. Jesteśmy gdzieś na jego górnym poziomie. To na czym stoi autobus to wysoki wiadukt. Wokół dworca jest tor, po którym jak kolejka jeździ w kółko pociąg dalekobieżny. Wchodzimy. W środku tej szklanej nieprzejrzystej z zewnątrz konstrukcji jest stary budynek. Coś jak kościół albo katedra. Choć z drugiej strony może jak opera? Do środka. Tam jest wiele sal bo to też jest hotel. Wielki hotel dworcowy, gdzie będziemy czekać, aż nadejdzie nasz czas. I wtedy będzie mało czasu. Trzeba się będzie zbierać bardzo szybko. Tylko złapać wszystkie swoje rzeczy i biec tam gdzie wtedy będą biegli inni, którzy jadą tam gdzie my. Dyrektor obok trenuje podnoszenie walizek i toreb. Przez rękę ma przewieszony pokrowiec na garnitury. Raz... Dwa... Może ja też to zrobię, nigdy nie mam dużo bagażu. Tylko ta teczka no i duża zielona torba. Powinna być w którymś z pokojów. Pokoje są duże i są w nich bagaże kilku osób. Czemu wszyscy tak chodzą i w nich szukają? Dyrektor mówi mi, że źle je roznieśli. Każdy z nas ma bagaże w kilku pomieszczeniach. Do tego dochodzą wszyscy ci, którzy jadą gdzie indziej. Dopiero teraz dostrzegam że we wszystkich tych dużych, mrocznych pokojach z wysokimi sufitami jest wielu obcych ludzi i każdy szpera w rzeczach. Wynoszą i przenoszą torby. Często jakieś buty i gumowe klapki. Możemy odjeżdżać lada chwila. Gdzie jest mój bagaż (oprócz teczki, którą cały czas mam przy sobie)? Odkrywam, że jestem w kapciach. A tam gdzie jedziemy jest przecież zimno. Buty. Miałem przecież jakieś buty. Chyba włożyłem je do wielkiej zielonej torby podróżnej. Ale teraz jej nie ma. Zaraz? Czy ja ją miałem w autobusie? Nie pamiętam, chyba zresztą cały czas spałem. Muszę ją przecież znaleźć, tylko jak? Jest tak wiele pokojów. Po wejściu do każdego ukazują się następne i z każdego do każdego wszyscy ciągle coś przenoszą. Szukam. Mojej torby nie ma w żadnym z pomieszczeń, w których byłem. Zaczynam sprawdzać stojące pod ścianami kredensy. Pełne są sprzętu audio-video. Poukrywane głośniki, kamery pogłosowe, odtwarzacze do kaset - trudno stwierdzić czy z muzyką czy z filmami. W jednej z szuflad znajduję dużo kaset. Jakieś porno. W żadnym pokoju - każdy z nich coraz bardziej zatłoczony - nie mogę znaleźć swojej zielonej torby. Nagle wchodzę chyba do pomieszczenia, gdzie przygotowuje się kawę i herbatę. Dopiero teraz sobie przypominam, że cały czas po pokojach chodziły kelnerki z dzbankami. Coś mi mówi, że tutaj nie wolno zasnąć. Dlatego wszyscy cały czas piją kawę i herbatę, i cały czas chodzą. W każdej chwili trzeba być gotowym do wyjazdu. Szukam gorączkowo swojej torby w całym tym labiryncie pomieszczeń, we wszystkich szafach i szafkach (znajdując coraz to nowe sprzęty grające albo kasety). Czy ja miałem tą torbę? W autobusie i tak wszystkie bagaże były gdzieś pod podłogą, chyba nam je tu przynieśli. Inni wszystko znaleźli. Inni już niczego nie szukają. Ktoś pije kawę siedząc na plecaku. No właśnie. Plecak. Przecież miałem chyba plecak a nie zieloną torbę. Może to mój? Nie to jest inny plecak, pomalowany czymś na żółto. Mój był podobny ale nie żółty. Choć w tej ciągle zmieniającej swój kształt stercie toreb były może jakieś plecaki. Może go nie zauważyłem bo mi chodziło o torbę. A może nie zabrałem mojego bagażu z tamtego hotelu? Może gonię tu szukając go niepotrzebnie? Upłynęło już tyle czasu. Muszę się dostać z powrotem. Muszę znaleźć kierowcę autobusu albo pojechać komunikacją miejską. Ale dokąd? Nie pamiętam jak się nazywał. Nie pamiętam numeru mojego pokoju, mieszkałem naprzeciwko jakiejś młodej kobiety. Nie pamiętam jak wyglądała. Tylko ten folder w szufladzie. Trzeba się spieszyć. Może zaraz będzie trzeba jechać? Rozglądając się szukam kierowcy. Ktoś musi nim tu być, choć coś mi mówi, że on nie będzie chciał wracać. Tu jest podobno bezpiecznie. Jest dokąd odjechać. Tamto działo się w przeszłości, nie da się podróżować w czasie. Tymczasem obsługa właśnie ustawia okrągłe stołki z toczonymi nogami. Ma grać jakiś kwartet smyczkowy. Niektórzy muzycy już siadają. Muszę odnaleźć hotel, w którym spałem. Staram się przypomnieć jak wprowadzałem się do tamtego pokoju z prospektem. Nie pamiętam kiedy to było, choć wydaje mi się, że trwało bardzo krótko. Wychodzę na główny korytarz hotelu. Ludzie nie biegają na nogach - jeżdżą teraz na wrotkach, żeby było szybciej. Dlatego wyraźniej widać kelnerki bo one nie mają wrotek. Ludzi ciągle przybywa. W każdej chwili trzeba być gotowym do wyjazdu, to się może stać nawet za chwilę.