Trzeba się zbierać,
właśnie opuszczamy hotel. Chyba przespałem cały mój pobyt.
Pamiętam tylko szufladę w biurku, gdzie były jakieś stare
prospekty, które chyba w tym biurku zalał deszcz bo były takie
pofalowane. Data wydania była dość odległa i takie stare samochody
obok plaży jakiegoś nadmorskiego miasteczka. Ten hotel był
chyba w Paryżu. Chyba bo i tak z niego nie wychodziłem, więc
właściwie to wszystko jedno. Wsiadam do autobusu z teczką.
Kto to widział, robić tyle schodów i labiryntów w autobusie.
Podobno wszyscy tu jadą gdzie indziej. Z okien niewiele widać,
chyba się jednak nie wyspałem w hotelu. Jakieś okna i ulice.
Znaki drogowe wyglądające i tak samo i trochę inaczej niż
gdzie indziej. Aż wreszcie centrum miasta, w którym jest wielki
budynek, cały szklany, ale szyby ma pozaklejane jakąś reklamą
męskich butów. Tu wysiadamy bo to jest dworzec. Wielki dworzec.
Jesteśmy gdzieś na jego górnym poziomie. To na czym stoi autobus
to wysoki wiadukt. Wokół dworca jest tor, po którym jak kolejka
jeździ w kółko pociąg dalekobieżny. Wchodzimy. W środku tej
szklanej nieprzejrzystej z zewnątrz konstrukcji jest stary
budynek. Coś jak kościół albo katedra. Choć z drugiej strony
może jak opera? Do środka. Tam jest wiele sal bo to też jest
hotel. Wielki hotel dworcowy, gdzie będziemy czekać, aż nadejdzie
nasz czas. I wtedy będzie mało czasu. Trzeba się będzie zbierać
bardzo szybko. Tylko złapać wszystkie swoje rzeczy i biec
tam gdzie wtedy będą biegli inni, którzy jadą tam gdzie my.
Dyrektor obok trenuje podnoszenie walizek i toreb. Przez rękę
ma przewieszony pokrowiec na garnitury. Raz... Dwa... Może
ja też to zrobię, nigdy nie mam dużo bagażu. Tylko ta teczka
no i duża zielona torba. Powinna być w którymś z pokojów.
Pokoje są duże i są w nich bagaże kilku osób. Czemu wszyscy
tak chodzą i w nich szukają? Dyrektor mówi mi, że źle je roznieśli.
Każdy z nas ma bagaże w kilku pomieszczeniach. Do tego dochodzą
wszyscy ci, którzy jadą gdzie indziej. Dopiero teraz dostrzegam
że we wszystkich tych dużych, mrocznych pokojach z wysokimi
sufitami jest wielu obcych ludzi i każdy szpera w rzeczach.
Wynoszą i przenoszą torby. Często jakieś buty i gumowe klapki.
Możemy odjeżdżać lada chwila. Gdzie jest mój bagaż (oprócz
teczki, którą cały czas mam przy sobie)? Odkrywam, że jestem
w kapciach. A tam gdzie jedziemy jest przecież zimno. Buty.
Miałem przecież jakieś buty. Chyba włożyłem je do wielkiej
zielonej torby podróżnej. Ale teraz jej nie ma. Zaraz? Czy
ja ją miałem w autobusie? Nie pamiętam, chyba zresztą cały
czas spałem. Muszę ją przecież znaleźć, tylko jak? Jest tak
wiele pokojów. Po wejściu do każdego ukazują się następne
i z każdego do każdego wszyscy ciągle coś przenoszą. Szukam.
Mojej torby nie ma w żadnym z pomieszczeń, w których byłem.
Zaczynam sprawdzać stojące pod ścianami kredensy. Pełne są
sprzętu audio-video. Poukrywane głośniki, kamery pogłosowe,
odtwarzacze do kaset - trudno stwierdzić czy z muzyką czy
z filmami. W jednej z szuflad znajduję dużo kaset. Jakieś
porno. W żadnym pokoju - każdy z nich coraz bardziej zatłoczony
- nie mogę znaleźć swojej zielonej torby. Nagle wchodzę chyba
do pomieszczenia, gdzie przygotowuje się kawę i herbatę. Dopiero
teraz sobie przypominam, że cały czas po pokojach chodziły
kelnerki z dzbankami. Coś mi mówi, że tutaj nie wolno zasnąć.
Dlatego wszyscy cały czas piją kawę i herbatę, i cały czas
chodzą. W każdej chwili trzeba być gotowym do wyjazdu. Szukam
gorączkowo swojej torby w całym tym labiryncie pomieszczeń,
we wszystkich szafach i szafkach (znajdując coraz to nowe
sprzęty grające albo kasety). Czy ja miałem tą torbę? W autobusie
i tak wszystkie bagaże były gdzieś pod podłogą, chyba nam
je tu przynieśli. Inni wszystko znaleźli. Inni już niczego
nie szukają. Ktoś pije kawę siedząc na plecaku. No właśnie.
Plecak. Przecież miałem chyba plecak a nie zieloną torbę.
Może to mój? Nie to jest inny plecak, pomalowany czymś na
żółto. Mój był podobny ale nie żółty. Choć w tej ciągle zmieniającej
swój kształt stercie toreb były może jakieś plecaki. Może
go nie zauważyłem bo mi chodziło o torbę. A może nie zabrałem
mojego bagażu z tamtego hotelu? Może gonię tu szukając go
niepotrzebnie? Upłynęło już tyle czasu. Muszę się dostać z
powrotem. Muszę znaleźć kierowcę autobusu albo pojechać komunikacją
miejską. Ale dokąd? Nie pamiętam jak się nazywał. Nie pamiętam
numeru mojego pokoju, mieszkałem naprzeciwko jakiejś młodej
kobiety. Nie pamiętam jak wyglądała. Tylko ten folder w szufladzie.
Trzeba się spieszyć. Może zaraz będzie trzeba jechać? Rozglądając
się szukam kierowcy. Ktoś musi nim tu być, choć coś mi mówi,
że on nie będzie chciał wracać. Tu jest podobno bezpiecznie.
Jest dokąd odjechać. Tamto działo się w przeszłości, nie da
się podróżować w czasie. Tymczasem obsługa właśnie ustawia
okrągłe stołki z toczonymi nogami. Ma grać jakiś kwartet smyczkowy.
Niektórzy muzycy już siadają. Muszę odnaleźć hotel, w którym
spałem. Staram się przypomnieć jak wprowadzałem się do tamtego
pokoju z prospektem. Nie pamiętam kiedy to było, choć wydaje
mi się, że trwało bardzo krótko. Wychodzę na główny korytarz
hotelu. Ludzie nie biegają na nogach - jeżdżą teraz na wrotkach,
żeby było szybciej. Dlatego wyraźniej widać kelnerki bo one
nie mają wrotek. Ludzi ciągle przybywa. W każdej chwili trzeba
być gotowym do wyjazdu, to się może stać nawet za chwilę.