Mieszkanie
Jerzego
Idziemy dzisiaj
do Jerzego, który mieszka niedaleko, tuż obok wielkiej pętli
tramwajowej. Z okna jego klatki schodowej widać w dużym przyspieszeniu
ruch miasta. Tramwaje, autobusy i czteroosobową, odkrytą kolejkę
podmiejską. Jeżdżą bardzo szybko. Ale w ten sposób widać to
tylko z jego klatki schodowej i mieszkania, w którym jest
dużo półek i kredensów. Poza tym jest ciemne i ciasne, tak
jak wszystkie. Na półkach, jak bibeloty, poukładane są kasety
audio i video bez opakowań i bez opisów, za to w sposób przypominający
układanie kryształów i ceramiki w kredensach polskich domów.
W jednej z półek jest duża kaseta video (chyba betacam). Po
obu jej stronach po dwie kasety VHS. Przed nimi w rządku kasety
magnetofonowe. Na dwóch końcach, po dwie czarne, starego typu.
Wszystkie za szybką. Na dolnych półkach kolekcja kontaktów
elektrycznych. Takich do zapalania światła. Jerzy pokazuje
nam z dumą swój najnowszy nabytek. Okrągły kontakt do zapalania
i gaszenia wielu świateł. Z przodu okrąg jest przedzielony
poziomo na pół. W górnej połówce są dwa przełączniki. Dolna
cała jest przełącznikiem, w środku którego jest jeszcze mały
okrągły przełącznik - czerwone światełko. Wciskający się niezależnie
od tego większego. Poniżej, już na obudowie jest podobny.
Jak wciśnie się to górne, to wyskakuje dolne. Dodatkowo na
górnej części obudowy kontaktu, która wystaje ze ściany, jeśli
kontakt jest w niej zamontowany, są umieszczone poziomo dwa
przełączniki. Tym kontaktem można sterować oświetleniem całego
pokoju, jeśli się go oczywiście zainstaluje i umocuje na ścianie
za pomocą dwóch śrubek, które należy wkręcić w otwory umieszczone
z lewej i prawej strony. Jerzy umieszcza ostrożnie kontakt,
z powrotem na półce, tak jakby to był jakiś wyjątkowo kruchy
eksponat. Podchodzimy do jego komputera pod ścianą, w której
nie ma okien. Na pulpicie jako tapeta umieszczone jest zdjęcie
wielkiego kwiatu. To chyba mak. Jest animowany. Czasem lekko
porusza się od wiatru, czasem przelatują nad nim drobne owady.
Rozmawiamy
Jerzy poznał
przez internet pewną panią, która ma internetową kwiaciarnię.
Kwiaciarnia nazywa się kViaty. Za opłatą pobieraną z karty
kredytowej, dostarcza ludziom na ekrany komputerów kwiaty,
podobno z całego świata. Jerzy rozmawiając przez internet
z właścicielka zdążył się z nią zaprzyjaźnić. Codziennie kupuje
nowe. Lubi kwiaty i coraz więcej czasu spędza też na rozmowach
z panią, która kwiaty dostarcza. Przy okazji wyjaśnia, że
z tymi kwiatami to jest tak, że każdy zakup starcza na jakiś
czas. Potem kwiat więdnie, albo bledną mu kolory i trzeba
zamawiać nowy. Każdy z nich jest jednak wyjątkowy i niepowtarzalny.
W momencie wysłania system automatycznie kasuje plik z komputera
kwiaciarni, zaś w momencie kiedy kwiat zwiędnie na komputerze
Jerzego, jest także usuwany. Skąd się kwiaty biorą? Pani kwiaciarka
kupuje je gdzieś u dostawców przyrody. Kupuje się dokładne
filmy wielkich łąk, stepów, lasów. Wszystko robione gdzieś,
z bardzo wysoka, z samolotu czy satelity, z ogromną rozdzielczością.
Zresztą Jerzy nie do końca wypytywał o szczegóły techniczne.
Pani kwiaciarka podobno nocami siedzi nad takimi wielkimi
blokami materiału i poszukuje na tych ogromnych łąkach, ładnych
kwiatów. Takie obrazy kadruje, czasem przerabia, żeby osiągnąć
efekt rozkwitania i więdnięcia w przyspieszonym tempie. To
podobno trudna i męcząca praca. Dlatego kwiaty (szczególnie
te krótko trwające - przyspieszone) są drogie. Jerzy przyznaje
się do tego, że przestał już nawet kolekcjonować kasety i
kontakty. Wszystko wydaje na kwiaty i coraz bardziej fascynuje
go osobowość właścicielki kwiaciarni. Przyszliśmy chyba w
nieodpowiednim momencie. A może wręcz przeciwnie? Dzisiaj
okazało się, że kwiaciarka mieszka na drugim końcu miasta
i zaprosiła Jerzego do siebie. Zrządzenie losu, bo przecież
mogłaby mieszkać gdziekolwiek. Mało tego, podobno łatwo tam
dojechać tramwajem albo kolejką - trzeba tylko przejść od
Jerzego kawałek i tam zaraz zaczyna się linia, która zawiezie
nas na drugi koniec miasta. Podobno podróż trwa pół dnia,
a może więcej. Jerzy ma adres i numery linii, zapisał je na
naklejce z kasety video. Idziemy. Odprowadzimy Jerzego na
przystanek. Kiedy wychodzimy z domu jest późno, choć byliśmy
tu tylko chwilę.
Tory
Jesteśmy już
na przystanku, podobno tu niedaleko jest stary lunapark. Podwójne
tory ciągną się obok dużej drogi asfaltowej, w zasadzie prawie
autostrady. Od horyzontu do horyzontu. Droga i tory wznoszą
się falami w górę i w dół. Tak jak to czasem widać na filmach
albo na obrazach. Nigdzie jednak nie widać przystanku. Zaczynamy
iść w jedną stronę, gdzieś przecież musi być... W momencie
kiedy wchodzimy na tory "reszta świata" przyspiesza.
Podobnie jak wtedy, kiedy patrzy się z okien Jerzego na ulicę.
Wszystko przemija obok w przyspieszonym tempie. W końcu jest
przystanek. Martwa blaszana wiata. Obok przekrzywiony słupek,
na którym zwykle jest rozkład. W momencie kiedy dochodzimy
do niego jest już prawie ciemno. Na słupie nie ma rozkładu.
Jest tylko blaszane mocowanie z dwoma okrągłymi otworami po
lewej i prawej stronie. Ze słupka wystają w tym miejscu pogięte
przewody. Rozkład albo ktoś ukradł albo został wymontowany
przez pracowników obsługi. Po jednym z torów przejeżdża pusta
czteromiejscowa kolejka. Nikt nią nie kieruje, chyba nikt
dawno nie wsiadał. Jest podobnie zardzewiała jak wiata przystanku.
Jedna z osób mówi, że wraca do domu przez lunapark i przechodzi
przez tory. Dalej jest trawa i na horyzoncie widać jakieś
przekrzywione urządzenia. Trudno się domyślić co to jest bo
jest już ciemno. Jedyne co widzimy to jego postać oddalającą
się w przyspieszonym tempie i zarysy konstrukcji. Może na
następnym przystanku będzie rozkład? Ktoś mówi, że jak nie
ma rozkładów to może ta linia jest już dawno nieczynna. Tak
podobno robią. Idziemy dalej i dalej. Na kolejnej górce znowu
widać przystanek. Identyczny. Wszystko jest takie samo jak
na poprzednim. Nawet widok w obie strony.
Mieszkanie
kwiaciarki
Wygląda bardzo
podobnie jak to Jerzego. Też jest ciasne, a z jego okien widać
ulicę, na której wszystko dzieje się w przyspieszonym tempie.
Na brunatnych ścianach dużo obrazków z kwiatami. Czarno-białe,
pożółkłe fotografie. Suszone, zmięte rośliny za szybkami w
ramkach. Rzeczy powycinane ze starych kalendarzy. Widać jak
na nierównościach papieru załamuje się blade światło wpadające
przez szyby. Światło jest migotliwe. Na zewnątrz wszystko
jest szybciej i czasem przejeżdżający pojazd na ułamek sekundy
zasłania czy odbija jakiś promień. Pod ścianą bez okien jest
komputer przy którym siedzi kwiaciarka. Ma grube okulary.
Jest już chyba dobrze po pięćdziesiątce. Jerzy pewnie o tym
nie wiedział. Siedzi w szlafroku w wielkie maki. Na ekranie
ma okna programu do kwiatów. Jakieś wielkie zamglone fotografie
pól z kwiatami. Zaznaczane przerywaną linią obszary. Paski
narzędzi z komendami i ikonami. Pole jest powiększane, i jeszcze
raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, aż wyraźnie widać, że to
łąka z kwiatami. Powiększanie idzie dalej, aż napotyka na
pojedyncze kwiaty. Już jeden wypełnia cały ekran. Nie jest
chyba wystarczająco ładny bo kwiaciarka przesuwa pole widzenia.
Znajduje w końcu bardzo młody kwiat. Przyspiesza czas i kwiat
rozkwita, a potem więdnie. Kwiaciarka zapisuje go sobie gdzieś
jako plik i na polu szuka kolejnego okazu. Czas mija. Kwiaciarka
patrzy na kalendarz. Wstaje od komputera i nerwowo chodzi
po mieszkaniu. Patrzy w okno. Wraca. Przegląda pocztę. Nie
ma nic od Jerzego. Nie ma żadnej nowej wiadomości. Patrzy
na swoje zbiory kwiatów na komputerze. Wydaje się teraz jeszcze
starsza. Wysyła do niego kolejną wiadomość. Znowu wstaje i
zaczyna chodzić bez celu. Zdaje się poruszać ze zmęczeniem.
Znowu siada przy komputerze. Zaznacza wszystkie swoje zbiory
z kwiatami. Komputer wysyła je jeden po drugim. Na ekranie
raz po raz pojawia się okno z paskiem biegnącym od 0% do 100%.
Postać kwiaciarki opiera ciężko głowę na klawiaturze.
Puste mieszkanie
Jerzego
Ekran komputera
wyświetla kilka okien informujących o wiadomościach. W pewnym
momencie gaśnie i zapala się znowu wyświetlając kwiaty. Mnóstwo
kwiatów, najbardziej egzotycznych i kolorowych. Jeden po drugim
w przyspieszonym tempie. Rosną, rozwijają się i więdną na
kształt sztucznych ogni.
Puste mieszkanie
kwiaciarki
|