[mhkm] > księga > autorskie > MONTAGBOOK > TRANSPORT
> 7:71 
  yahoo - forum dyskusyjne - menel
 
 
Michał "Montag" Prochownik

7:71

    
 
Za ścianą pika elektroniczny budzik. To pewnie budzik inżyniera. Coś wczoraj mówił między jednym papierosem, a drugim, że wcześnie wstaje, bo tak już ma i że mi to też przyjdzie z wiekiem. "Nie, mnie nie budzić - ja wstaję o 7:30. Tak, może Pan hałasować bo ja mam mocny sen". Pewnie za trzecim razem nie będę już słyszał jego budzika. A więc pewnie jest piąta. A może nastawił wcześniej, żeby się rozgrzać bo mu zimno było wieczorem, bo podobno ogrzewanie nie działa, chociaż ja mówiłem, że działa, tylko trzeba wejść do pokoju o odpowiedniej godzinie, znaczy kiedy nadejdzie czas. No chyba żeby rzeczywiście nie działało. Ale ja powinienem jeszcze spać. Grzejnik świeci na czerwono, znaczy czas jeszcze nie nadszedł. A może nie było prądu i wszystko się rozregulowało? Ogrzewanie, jego budzik i radio, które jest moim budzikiem. Cyfry powinny migać. Nie migają, chyba. Jest za daleko. Patrzę za to bliżej i na podłodze, na środku pokoju, coś błyszczy na srebrno. To bardzo wypolerowany tasak kuchenny. Mimo, że jest tu zupełnie ciemno, a za oknami jest czarna mgła, on świeci takim zimnym, jasnym światłem. Nie wiem skąd się tu wziął, przecież się zamknąłem. Może nocą inżynier przeszukiwał co jest w kuchennych szafkach, które podobno pełne były zgniłych jabłek, całych czarnych.
Trzeba podnieść ten tasak z podłogi bo wszystkich pobudzi, zwłaszcza, że po drugiej stronie drzwi coraz głośniej chodzi inżynier. Otwiera jakieś pokrywy, które może odkrył pod starą boazerią. Oni widzą więcej. Odgłosy są takie jakby w wydrążonych ścianach była ukryta ciężka maszyneria. Wielkie koła zamachowe i pasy transmisyjne i wielkie tryby, jak na tym filmie. Inżynier pewnie je odkrył i postanowił przesmarować rano. Tasak jest już w ręce. Trochę przestał świecić, za to ja zacząłem się bać, co będzie jak teraz wejdzie inżynier. Zobaczy mnie z tasakiem w ręku i postanowi interweniować.
Chowam tasak za łóżko, gdzie opada z metalicznym brzękiem (tak jakby ich tam już było kilkanaście) i gaśnie. Spróbuję zasnąć. Słyszę dudnienie za ścianą. Inżynier chyba uruchomił maszynę. Poza tym, coś jest nie tak z radiem. Cyfry na wyświetlaczu zawsze są zielone. Tym razem są jakby większe i czerwone. Zrobione ze starych diod. Godzina 7:71. Już od kilku miesięcy miałem wrażenie, że nocą, kiedy nie widzę, to radio zaczyna wyświetlać dziwne rzeczy zamiast godzin. Patrzę jeszcze raz. Cyfry zaczęły zmieniać kolor ale jednocześnie gasną, jakby zanikają. To samo dzieje się z czerwoną poświatą od pieca. Trzeba zapalić kinkiet. Sięgam ręką nad głowę, gdzie powinien być sznureczek od kinkietu i ciągnę. W tym momencie przypominam sobie, że przecież nie mam nad łóżkiem kinkietu. Kiedy się odwracam, zauważam na moment, że kinkiet, który zapaliłem to ten, który miałem nad łóżkiem w swoim pokoju, kiedy byłem jeszcze w podstawówce. W tym momencie gaśnie wszystko, ktoś przekręca klucz w zamku i do pokoju wchodzi inżynier z jakimś facetem w zielonym kombinezonie. "Tak... to przekaźniki. Z tym zawsze kłopot. Niech Pan patrzy." Świeci latarką, w pobliżu której krąży pełno małych owadów, jakby rzecz się działa nad jeziorem. W świetle latarki widać, że po powierzchni moich ścian biegną kilometry gęsto upakowanych kabli wysokiego napięcia. Prawdziwy labirynt. Są tylko lekko zamalowane białą farbą. Dziwie się, jak mogłem dotąd myśleć, że mam białe, gładkie ściany. Przecież tu wszędzie jest pełno kabli. Zaraz będzie OK. Inżynier z tym drugim chyba wiedzą co robią bo wkładają śrubokręt w ścianę. To na razie. Gaszą latarkę. Nie wiem czy wyszli - chyba tak. Patrzę na radio - jest ósma czterdzieści. Spóźniłem się do pracy, ale z drugiej strony dlaczego jest tak ciemno? Może jest szósta? Za ścianą, tam gdzie śpi inżynier, pika elektroniczny budzik. Znaczy jest chyba piąta albo szósta. Przewrócenie się na drugi bok sprawia, że nie słyszę już budzika, za to słyszę jak woda się leje w łazience. Wszystko chyba wraca do normy, ale na drugi raz muszę mu powiedzieć, żeby nie grzebał pod boazerią. Ciekawe, czy jak się obudzę to ściany będą gładkie.