[mhkm] > księga > autorskie > MONTAGBOOK > TRANSPORT
> Mimikra
  yahoo - forum dyskusyjne - menel
 
  Michał "Montag" Prochownik

Mimikra

    
 

Dawno nie widziałem mojego kolegi. Był daleko i mieliśmy kontakt tylko przez telefon. Przyjechał. Nawet się nie zmienił.

W moim mieście wszystko jest granatowe i nocno-mokre, choć nigdy nie pada. To przez mocno wiejący wilgotny wiatr, od którego drżą poddasza wszystkich domów. Ja mieszkam na takim poddaszu, gdzie wszystko jest wyłożone ciepłą, drewnianą boazerią. Wszystko lekko drży od wiatru. Moje okna z granatowej ulicy wyglądają bardzo żółto. Po domu, jak u każdego, kręci się gruba pokojówka, która zawsze roznosi mi wszystkie moje płyty kompaktowe po całym mieszkaniu i potem znajduję je w różnych dziwnych miejscach. Siedzimy przy oknie. Okna przepuszczają wiatr. Nie dlatego, że są nieszczelne tylko dlatego, że szkło w oknach jest lekko przewiewne. Wiem to na pewno. Zimny wiatr z ulicy przechodząc przez szybę zamienia się na ciepły. Kolega pali papierosa i mówi mi: "Wiesz, masz cholerne szczęście, że tu mieszkasz". Pali siedząc przodem do okna i ciepły wiatr rozżarza mu końcówkę papierosa. Gruba pokojówka próbuje ukryć mi znowu kilka płyt pod stosem gazet. Mój kolega dostrzega to bardzo szybko i zabiera jej płyty tak, że ona nawet nie zauważa, gdzie się podziały. Jest tam najnowsza płyta kogoś kogo lubi. Nie wiedziałem, że ją mam. Zapuszczamy. Nie mogę wyjść z podziwu, jak mojemu koledze udało się wyciągnąć płyty grubej pokojówce. W momencie kiedy przenosiła je z miejsca na miejsce, wkomponował się swoimi ruchami w jej ruchy. Kiedy złapał płyty, one znikły, a za chwilę już widziałem jak spokojnie odkłada je na półkę.

"Muszę ci coś powiedzieć. Zajmuję się tym. Już od dawna za nic nie płacę. Nie bój się nie zabiorę nic z twojego mieszkania"

Chodźmy na miasto. Wszystko tu jest takie jakby właśnie spadł deszcz ale przestał padać w momencie kiedy mokre ślady po kroplach już zlały się w jednolitą mokrą powierzchnię. Idziemy. Jak spod ziemi wyrasta nagle pojazd kolegi. To deska windsurfingowa z białym żaglem - z tym że deska jest na kółkach. Na tym można jeździć po mieście z zawrotną prędkością.

"... I wtedy właśnie zrozumiałem co potrafię... mimikra... mam dar...."

Pokazał mi. Przechodzącemu człowiekowi zabrał parasol. Ten nawet nie zauważył. Swoją drogą po co mu parasol skoro tu nigdy nie pada? Może do obrony przed wiatrem? Kolega trzyma parasol. Łapie go nagle drugą ręką za czubek, coś wygina i ustawia pod dziwnym kątem w pobliżu drzewa z granatowymi liśćmi. Parasol znika. Dopiero teraz człowiek zauważa brak parasola. Tylko się dziwnie rozgląda.

Jesteśmy w supermarkecie. Okazuje się, że jak tylko żagiel kolegi znika na horyzoncie, mogę się przenosić w to samo miejsce, gdzie zniknął. Pod warunkiem uważnego odmierzania odległości całkiem łatwo jest się nam przemieszczać razem. Potrafię się więc teleportować. Mimo to mam przeświadczenie, że to on tu jest magikiem. Z pustym koszykiem chodzimy pomiędzy stoiskami. Udało mu się wrzucić kilka rzeczy do kieszeni różnym innym ludziom. Pytam czy chce, żeby oni wpadli jako złodzieje. On tylko się uśmiecha. Mimikra. Zauważą dopiero w domu.

Mamy coraz więcej zakupów, żaden nie jest w koszyku. Kasa. Przecież tu wszędzie są kamery. Podchodzimy, pani przy kasie wyciąga jakiś obrazek. Stara się to robić dyskretnie, spogląda uważnie, patrzy na mojego kolegę. Nic. Przechodzimy.

Na zewnątrz łopoce żagiel deski windsurfingowej.