Dawno nie widziałem
mojego kolegi. Był daleko i mieliśmy kontakt tylko przez telefon.
Przyjechał. Nawet się nie zmienił.
W moim mieście
wszystko jest granatowe i nocno-mokre, choć nigdy nie pada.
To przez mocno wiejący wilgotny wiatr, od którego drżą poddasza
wszystkich domów. Ja mieszkam na takim poddaszu, gdzie wszystko
jest wyłożone ciepłą, drewnianą boazerią. Wszystko lekko drży
od wiatru. Moje okna z granatowej ulicy wyglądają bardzo żółto.
Po domu, jak u każdego, kręci się gruba pokojówka, która zawsze
roznosi mi wszystkie moje płyty kompaktowe po całym mieszkaniu
i potem znajduję je w różnych dziwnych miejscach. Siedzimy
przy oknie. Okna przepuszczają wiatr. Nie dlatego, że są nieszczelne
tylko dlatego, że szkło w oknach jest lekko przewiewne. Wiem
to na pewno. Zimny wiatr z ulicy przechodząc przez szybę zamienia
się na ciepły. Kolega pali papierosa i mówi mi: "Wiesz,
masz cholerne szczęście, że tu mieszkasz". Pali siedząc
przodem do okna i ciepły wiatr rozżarza mu końcówkę papierosa.
Gruba pokojówka próbuje ukryć mi znowu kilka płyt pod stosem
gazet. Mój kolega dostrzega to bardzo szybko i zabiera jej
płyty tak, że ona nawet nie zauważa, gdzie się podziały. Jest
tam najnowsza płyta kogoś kogo lubi. Nie wiedziałem, że ją
mam. Zapuszczamy. Nie mogę wyjść z podziwu, jak mojemu koledze
udało się wyciągnąć płyty grubej pokojówce. W momencie kiedy
przenosiła je z miejsca na miejsce, wkomponował się swoimi
ruchami w jej ruchy. Kiedy złapał płyty, one znikły, a za
chwilę już widziałem jak spokojnie odkłada je na półkę.
"Muszę
ci coś powiedzieć. Zajmuję się tym. Już od dawna za nic nie
płacę. Nie bój się nie zabiorę nic z twojego mieszkania"
Chodźmy na miasto.
Wszystko tu jest takie jakby właśnie spadł deszcz ale przestał
padać w momencie kiedy mokre ślady po kroplach już zlały się
w jednolitą mokrą powierzchnię. Idziemy. Jak spod ziemi wyrasta
nagle pojazd kolegi. To deska windsurfingowa z białym żaglem
- z tym że deska jest na kółkach. Na tym można jeździć po
mieście z zawrotną prędkością.
"... I
wtedy właśnie zrozumiałem co potrafię... mimikra... mam dar...."
Pokazał mi.
Przechodzącemu człowiekowi zabrał parasol. Ten nawet nie zauważył.
Swoją drogą po co mu parasol skoro tu nigdy nie pada? Może
do obrony przed wiatrem? Kolega trzyma parasol. Łapie go nagle
drugą ręką za czubek, coś wygina i ustawia pod dziwnym kątem
w pobliżu drzewa z granatowymi liśćmi. Parasol znika. Dopiero
teraz człowiek zauważa brak parasola. Tylko się dziwnie rozgląda.
Jesteśmy w supermarkecie.
Okazuje się, że jak tylko żagiel kolegi znika na horyzoncie,
mogę się przenosić w to samo miejsce, gdzie zniknął. Pod warunkiem
uważnego odmierzania odległości całkiem łatwo jest się nam
przemieszczać razem. Potrafię się więc teleportować. Mimo
to mam przeświadczenie, że to on tu jest magikiem. Z pustym
koszykiem chodzimy pomiędzy stoiskami. Udało mu się wrzucić
kilka rzeczy do kieszeni różnym innym ludziom. Pytam czy chce,
żeby oni wpadli jako złodzieje. On tylko się uśmiecha. Mimikra.
Zauważą dopiero w domu.
Mamy coraz więcej
zakupów, żaden nie jest w koszyku. Kasa. Przecież tu wszędzie
są kamery. Podchodzimy, pani przy kasie wyciąga jakiś obrazek.
Stara się to robić dyskretnie, spogląda uważnie, patrzy na
mojego kolegę. Nic. Przechodzimy.
Na zewnątrz
łopoce żagiel deski windsurfingowej.