| |
Zaczęło
się od ruin. Z za rogu wychyliła się głowa obcego. Plask i już
po nim.;) A na końcu był Kurgan , który był duży i tez się rozplaskł.
A może inaczej by było romantycznej.
Kurgan nie został rozplasknięty.
Nie mieli oczu, lecz tym bardziej widać w nich było brak litości,
która zaowocowałaby jej niechybna śmiercią. Zacisnęła powieki,
czekając na huk wystrzału i ostateczny ból.
- Zostawcie ja! - wydobyło się z maski - twarzy Kurgana. - A Ona
rozbiła mi mi mi mi mi mi! - a oni się przestraszyli.
No dobrze nie rozbiła mi mi mi bo nie mogła oczarowana brutalnością
Kurgana.. cdn.
Uniósł ją bez wysiłku, mięsnie zagrały pod obcisłym strojem...
Jeszcze drżąca od bliskości śmierci odruchowo wtuliła się w mocne
ramie... Słyszała bicie jego serca, gdy niósł ją w kierunku zabudowań.
Bała się otworzyć oczy, lecz zmusiły ją do tego jęki, które rozległy
się wokół. Wszędzie martwi, lub półmartwi, prawie martwi, nie
do końca żywi i inne cierpiące niedobitki ludzkości...
Ona zwisła mu w ramionach. On był taki szorstki i brutalny!
Potem on ja zamkną w komnacie i z nią rozmawiał. Ona nadal była
oczarowana jego brutalnością.
W niewoli nie była źle traktowana. Jako jego przyszła żona została
nagrodzona możliwością spoglądania na niego kilka razy dziennie.
Szczególnie przy obiadach .
Chodź to bywało niemiłym przeżyciem. Obiady składały się z alienów.
Zajęta oglądaniem ich na talerzu zapominała o swym jeszcze nie
ukochanym. Z pewną dozą nieśmiałości skubała ich mięso. Ale pewnego
razu zerkając z nad głowy rozkładającego się aliena spojrzała
mu w oczy... to było to! Brutalność z jaka go pałaszował hipnotyzował
ja.. jego szczeki tak wspaniale współgrały... ach a te oczy..
ten błysk!
Spojrzał na nią. Znieruchomiał... mięsnie się napięły.... ona
patrzyła na niego w fascynacji strach mieszał się z uwielbieniem,
jego szczęka powoli się poruszyła a z gardła wydobył się glos....
uderzenie stali o stal.
- Ależ nie krepuj się...
Wzięła dokładkę, ich ręce na chwile się musnęły gdy on podał je
talerz. Przeszedł ja dreszcz...... ta szorstka skora....ehhhh
jakże te ręce mogą pieścić... Obiad trwał w nieskończoność...
a ona pożerała każdy gram jego ciała wzrokiem.. jak głodne lwiątko.
On, jakby wyczuwając to, odesłał wszystkich z sali. Patrzyli na
siebie długo, długo aż ich ręce się spotkały.. to był naprawdę
długi stół. Wstał i usiadł niedaleko niej. Spojrzał na nią. Uśmiechnął
się, a jego szorstkie chłodne ręce poczęły rozsznurowywać jej
suknie.
Drgnęła... wyprężyła się.. ciepło rozeszło się po ciele.
Objęła go mocno, wtulając się w masywne ramiona i zatapiając twarz
w jego włosach. Jego zapach ją podniecał... zaczęła gładzic jego
chłodne ciało i tulić do swego rozgrzanego. Chciała mu oddać cale
swoje ciepło. Wnet on zdarł z niej ubranie i lekko ułożył ją na
stole. Sam jednym susem znalazł się koło niej. Zrzucił koszulę
i ukazała się jego naga, masywna klatka piersiowa. Gdy układał
ją mogła podziwiać taniec mięsni... niesamowicie zgrane ruchy
tuz pod powierzchnią skóry o silnym, surowym zwierzęcym zapachu...
jego ciało spoczęło obok niej. Pochylił się nad nią. Oddechy się
mieszały. Tulił ją, całował brutalnie i namiętnie. Oparł się na
ramieniu i podniósł ja... odkrywając ostatni kawałek jej ciała
ukryty pod bielizną. Teraz była już naga. Miała niewinny wyraz
twarzy. Z uśmiechem dziecka które właśnie odkrywa świat. Dotknęła
jego brzucha składającego się ze splotu mięsni twardego jak stal.
Jej ręka wędrowała dalej, niżej. Jego ręce masowały jej sutki.
Potem pochylił się nad jej piersiami i zaczął je lizać i ssać,
z zadowoleniem patrząc na jej twarz tonącą w rozkoszy. Nagle odsunął
się tak by nie mogła go dotykać, poczym wstał i pozostawił ją
napaloną i jęczącą na stole, dławiącą się upokorzeniem. Ubrała
się więc szybko i cichaczem odeszła do swoich komnat. Jak złodziej.
Niechciana kochanka.
Noc nadeszła szybko. A może nawet szybciej. Leżała na łóżku zatopiona
w myślach gdy nagle usłyszała jakiś brzęk, coś na balkonie. Okno
uchyliło się pod naporem wiatru, zafurkotała zasłona. Jej oczom
ukazał się mężczyzna [ chyba;0 ale na pewno to był Kurgan!] skąpany
w księżycowym blasku, o wyrzeźbionym jak w kamieniu ciele, dzikim
i silnym Podszedł do łoża i ujął ją za podbródek, spojrzał w jej
oczy z pewnym siebie uśmiechem, odepchnął. Upadla na chłodne prześcieradło.
Jedną ręką przytrzymał jej dłonie nad głową, druga rozpoczął wędrówkę
po jej skórze. Przygniótł ją ciałem ocierając się o jej piersi,
powoli, jak kot bawiący się zdobyczą. Poczuła kolano, które nieubłaganie
wtargnęło pomiędzy jej uda. Jęknęła - nie z bólu a z rozkoszy.
Przeciągły warkot zdobywcy wydobył się z jego ust.
Zdecydowanym ruchem ujął jej udo i ułożył, tak by było mu wygodniej.
Ona wiła się lekko, próbując ni to wyrwać się, ni to nęcić. Delikatnie
uszczypnął jej sutek, delektując się jego fakturą i twardością.
Jedna z jej dłoni uwolniła się przy jego milczącym przyzwoleniu.
Prześlizgnęła się po jego ciele, szukając z dziecięcym zacięciem...
odnalazła to, czego szukała. Mruknął z zadowoleniem. Pochylił
się nad nią, jego usta muskały jej usta, podparł się ręka i delikatnie
acz sprawnie zanurzył się w niej. Jęknęła czując tak wielką siłę
wdzierającą się w nią, jej ręka chwyciła go za kark wbijając głęboko
paznokcie. Przywarł do niej i całował łapczywie, pozwalając jej
orać swe plecy... czuła ból i rozkosz, gdy ze zwierzęcym pomrukiem
brał ją bezlitośnie. Powoli ogarniała ją fala, zatapiająca nieubłaganie
wszelkie myśli i uczucia. Przy ostatnim pchnięciu [ growling-
i ryknął z triumfem i finałem - by anonim] ryk triumfu wydobył
się z jego gardła wstrząsając całą komnatą...
Mrucząc ułożył się koło niej obejmując ją ramieniem, ona złożyła
głowę na jego piersi. Patrzył na to jak coraz spokojniej oddycha,
jak oddala się w sen, z rozkoszą wymalowana na twarzy... dumny,
iż to on ją tam sprowadził. Jej ręka powoli przesunęła się po
jego piersi, mażąc ją smugami krwi z rozoranych pleców. Ale nadleciał
ruch oporu i On musiał odlecieć. Ale przysłał jej list. Na pięknym
czerwonym papierze lub spisany pięknymi czerwonymi literami. Nie
ważne. Napisał iż za nią tęskni. Nie napisał że według prawa ona
jest jego małżonka i chociaż musiał odejść bo wzywał go obowiązek
wobec rodu to powróci. Czy inne takie napuszone gadki znaczące
iż on wróci i ja jeszcze przeleci. A ona tez tęskniła.
A to romantyczna skrócona wersja:
Leżysz na ziemi i czterech obcych stoi nad tobą. I wychodzi Kurgan
i Cię ratuje.
Ale dlaczego.
Każdy władca z ich pokolenia musi pojąc za żonę najbardziej wojowniczą
kobietę.
Ale ruch oporu Cię ratuje. Ah a ty już prawie się w nim zakochałaś.
I przychodzi List. Z czerwoną kaligrafią. Ze masz zna niego czekać.
Bo on jest brutalnie szorstki i piękny.
Ps. Broń użyta w filmie - Plaskacze i rozplaskacze zwane też rozplaskiwaczami.
|