[mhkm] > księga > brutalne szorstkie piękno
  yahoo - menel
 
   

Brutalne Szorstkie Piękno

Alternatywne Wizje Rzeczywistości znalezione w sieci... /...autorzy nieznani.../

    
 
 

Zaczęło się od ruin. Z za rogu wychyliła się głowa obcego. Plask i już po nim.;) A na końcu był Kurgan , który był duży i tez się rozplaskł.
A może inaczej by było romantycznej.
Kurgan nie został rozplasknięty.
Nie mieli oczu, lecz tym bardziej widać w nich było brak litości, która zaowocowałaby jej niechybna śmiercią. Zacisnęła powieki, czekając na huk wystrzału i ostateczny ból.
- Zostawcie ja! - wydobyło się z maski - twarzy Kurgana. - A Ona rozbiła mi mi mi mi mi mi! - a oni się przestraszyli.
No dobrze nie rozbiła mi mi mi bo nie mogła oczarowana brutalnością Kurgana.. cdn.
Uniósł ją bez wysiłku, mięsnie zagrały pod obcisłym strojem... Jeszcze drżąca od bliskości śmierci odruchowo wtuliła się w mocne ramie... Słyszała bicie jego serca, gdy niósł ją w kierunku zabudowań. Bała się otworzyć oczy, lecz zmusiły ją do tego jęki, które rozległy się wokół. Wszędzie martwi, lub półmartwi, prawie martwi, nie do końca żywi i inne cierpiące niedobitki ludzkości...

Ona zwisła mu w ramionach. On był taki szorstki i brutalny!
Potem on ja zamkną w komnacie i z nią rozmawiał. Ona nadal była oczarowana jego brutalnością.
W niewoli nie była źle traktowana. Jako jego przyszła żona została nagrodzona możliwością spoglądania na niego kilka razy dziennie. Szczególnie przy obiadach .
Chodź to bywało niemiłym przeżyciem. Obiady składały się z alienów.
Zajęta oglądaniem ich na talerzu zapominała o swym jeszcze nie ukochanym. Z pewną dozą nieśmiałości skubała ich mięso. Ale pewnego razu zerkając z nad głowy rozkładającego się aliena spojrzała mu w oczy... to było to! Brutalność z jaka go pałaszował hipnotyzował ja.. jego szczeki tak wspaniale współgrały... ach a te oczy.. ten błysk!
Spojrzał na nią. Znieruchomiał... mięsnie się napięły.... ona patrzyła na niego w fascynacji strach mieszał się z uwielbieniem, jego szczęka powoli się poruszyła a z gardła wydobył się glos.... uderzenie stali o stal.
- Ależ nie krepuj się...
Wzięła dokładkę, ich ręce na chwile się musnęły gdy on podał je talerz. Przeszedł ja dreszcz...... ta szorstka skora....ehhhh jakże te ręce mogą pieścić... Obiad trwał w nieskończoność... a ona pożerała każdy gram jego ciała wzrokiem.. jak głodne lwiątko. On, jakby wyczuwając to, odesłał wszystkich z sali. Patrzyli na siebie długo, długo aż ich ręce się spotkały.. to był naprawdę długi stół. Wstał i usiadł niedaleko niej. Spojrzał na nią. Uśmiechnął się, a jego szorstkie chłodne ręce poczęły rozsznurowywać jej suknie.
Drgnęła... wyprężyła się.. ciepło rozeszło się po ciele.
Objęła go mocno, wtulając się w masywne ramiona i zatapiając twarz w jego włosach. Jego zapach ją podniecał... zaczęła gładzic jego chłodne ciało i tulić do swego rozgrzanego. Chciała mu oddać cale swoje ciepło. Wnet on zdarł z niej ubranie i lekko ułożył ją na stole. Sam jednym susem znalazł się koło niej. Zrzucił koszulę i ukazała się jego naga, masywna klatka piersiowa. Gdy układał ją mogła podziwiać taniec mięsni... niesamowicie zgrane ruchy tuz pod powierzchnią skóry o silnym, surowym zwierzęcym zapachu... jego ciało spoczęło obok niej. Pochylił się nad nią. Oddechy się mieszały. Tulił ją, całował brutalnie i namiętnie. Oparł się na ramieniu i podniósł ja... odkrywając ostatni kawałek jej ciała ukryty pod bielizną. Teraz była już naga. Miała niewinny wyraz twarzy. Z uśmiechem dziecka które właśnie odkrywa świat. Dotknęła jego brzucha składającego się ze splotu mięsni twardego jak stal. Jej ręka wędrowała dalej, niżej. Jego ręce masowały jej sutki. Potem pochylił się nad jej piersiami i zaczął je lizać i ssać, z zadowoleniem patrząc na jej twarz tonącą w rozkoszy. Nagle odsunął się tak by nie mogła go dotykać, poczym wstał i pozostawił ją napaloną i jęczącą na stole, dławiącą się upokorzeniem. Ubrała się więc szybko i cichaczem odeszła do swoich komnat. Jak złodziej. Niechciana kochanka.
Noc nadeszła szybko. A może nawet szybciej. Leżała na łóżku zatopiona w myślach gdy nagle usłyszała jakiś brzęk, coś na balkonie. Okno uchyliło się pod naporem wiatru, zafurkotała zasłona. Jej oczom ukazał się mężczyzna [ chyba;0 ale na pewno to był Kurgan!] skąpany w księżycowym blasku, o wyrzeźbionym jak w kamieniu ciele, dzikim i silnym Podszedł do łoża i ujął ją za podbródek, spojrzał w jej oczy z pewnym siebie uśmiechem, odepchnął. Upadla na chłodne prześcieradło. Jedną ręką przytrzymał jej dłonie nad głową, druga rozpoczął wędrówkę po jej skórze. Przygniótł ją ciałem ocierając się o jej piersi, powoli, jak kot bawiący się zdobyczą. Poczuła kolano, które nieubłaganie wtargnęło pomiędzy jej uda. Jęknęła - nie z bólu a z rozkoszy. Przeciągły warkot zdobywcy wydobył się z jego ust.
Zdecydowanym ruchem ujął jej udo i ułożył, tak by było mu wygodniej. Ona wiła się lekko, próbując ni to wyrwać się, ni to nęcić. Delikatnie uszczypnął jej sutek, delektując się jego fakturą i twardością. Jedna z jej dłoni uwolniła się przy jego milczącym przyzwoleniu. Prześlizgnęła się po jego ciele, szukając z dziecięcym zacięciem... odnalazła to, czego szukała. Mruknął z zadowoleniem. Pochylił się nad nią, jego usta muskały jej usta, podparł się ręka i delikatnie acz sprawnie zanurzył się w niej. Jęknęła czując tak wielką siłę wdzierającą się w nią, jej ręka chwyciła go za kark wbijając głęboko paznokcie. Przywarł do niej i całował łapczywie, pozwalając jej orać swe plecy... czuła ból i rozkosz, gdy ze zwierzęcym pomrukiem brał ją bezlitośnie. Powoli ogarniała ją fala, zatapiająca nieubłaganie wszelkie myśli i uczucia. Przy ostatnim pchnięciu [ growling- i ryknął z triumfem i finałem - by anonim] ryk triumfu wydobył się z jego gardła wstrząsając całą komnatą...
Mrucząc ułożył się koło niej obejmując ją ramieniem, ona złożyła głowę na jego piersi. Patrzył na to jak coraz spokojniej oddycha, jak oddala się w sen, z rozkoszą wymalowana na twarzy... dumny, iż to on ją tam sprowadził. Jej ręka powoli przesunęła się po jego piersi, mażąc ją smugami krwi z rozoranych pleców. Ale nadleciał ruch oporu i On musiał odlecieć. Ale przysłał jej list. Na pięknym czerwonym papierze lub spisany pięknymi czerwonymi literami. Nie ważne. Napisał iż za nią tęskni. Nie napisał że według prawa ona jest jego małżonka i chociaż musiał odejść bo wzywał go obowiązek wobec rodu to powróci. Czy inne takie napuszone gadki znaczące iż on wróci i ja jeszcze przeleci. A ona tez tęskniła.

A to romantyczna skrócona wersja:

Leżysz na ziemi i czterech obcych stoi nad tobą. I wychodzi Kurgan i Cię ratuje.
Ale dlaczego.
Każdy władca z ich pokolenia musi pojąc za żonę najbardziej wojowniczą kobietę.
Ale ruch oporu Cię ratuje. Ah a ty już prawie się w nim zakochałaś. I przychodzi List. Z czerwoną kaligrafią. Ze masz zna niego czekać. Bo on jest brutalnie szorstki i piękny.

Ps. Broń użyta w filmie - Plaskacze i rozplaskacze zwane też rozplaskiwaczami.